Mayday

Islamscy terroryści atakują. W zamachu terrorystycznym ginie prezydent. Państwo pogrąża się w chaosie. Ale prawdziwi patrioci biorą sprawy w swoje ręce. Teraz będzie "oko za oko", dość z polityczną poprawnością. "Nie" szariatowi, "tak" dla naszej religii. Obronimy nasze kobiety. Zbudujemy przedmurze.

Na czele państwa staje wierzący naczelnik. Wprowadza twarde rządy. Mężczyźni to obrońcy, kobiety są od dawania życia, pedały do gazu. Ale w tym państwie religijnym rodzi się coraz mniej dzieci. Spośród kogo za kilkanaście lat będzie się rekrutować żołnierzy? Trzeba rodzić.

Dziewczynki indoktrynuje się w szkołach, przygotowując je do jedynej słusznej roli matki. Starsze kobiety pacyfikuje się - daje im się pozór wpływu na państwo, żeby się przymknęły. Z kobiet płodnych, tych między 15 a 45 rokiem życia, robi się "macice na dwóch nogach", jak o sobie mówią.

Kobietom zabrania się uczyć, pracować, a przede wszystkim czytać. Dzieli się je na kategorie: są pilnujące porządku religijnego państwa, dzięki czemu korzystają z przywilejów. Są płodne samice, pozbawione ludzkich praw i własnych imion - noszą imiona swoich panów (tak, jak dziś mężatki noszą nazwiska mężów). Są "ciotki", których zadaniem jest wdrażać płodne do obowiązku zachodzenia w ciąże i rodzenia. Wyłącznie białych, czystych rasowo dzieci. Mniejszości rasowe zsyła się. Mniejszości seksualne zabija się lub zmusza do prostytucji.

Urodziłam się w kraju, w którym kobietom nie zabraniano czytać. Dzięki temu przeczytałam powieść mojej literackiej mistrzyni Margaret Atwood. Ponad 30 lat temu opisała dyktaturę opartą na religii, gdzie kobietom zabiera się wolność pod pretekstem chronienia ich przed szariatem, islamem, złymi-obcymi. Atwood nazywa opublikowaną w 1985 roku „Opowieść podręcznej” „speculative fiction”, bo w przeciwieństwie do science fiction, to co opisane, może się naprawdę wydarzyć.

"…jeśli chcesz przejąć władzę, odejść od demokracji i wprowadzić dyktaturę, jak do tego doprowadzisz? Co będzie twoją przykrywką? Kilka wersetów z Biblii usprawiedliwi te działania, przy czym będziesz się skłaniał ku Staremu Testamentowi, nie Nowemu…" – powiedziała w wywiadzie kanadyjska pisarka.

Najpierw jest słowo, wiedzą o tym nie tylko pisarze. Wiedzą o tym dyktatorzy. Dlatego zanim przechodzą do czynu, pętają ludzi ideologią, mamią religią, ogłupiają propagandą. Przerobiliśmy to w komunizmie, znamy "know how" nazizmu od babć, dziadków i z lekcji historii – akurat w naszym kraju wiemy dużo o dyktaturach. A jednak dziś rządy twardej ręki ściskają ostro cugle. Dramatycznie zwalniamy na naszej ledwo rozpędzonej do biegu kasztance. Chłopskie "Prrr!..." i koń hamuje.

Polkom ćwierć wieku temu zabrano prawo do decydowania o sobie. Z prawa do aborcji, zostawiono trzy przypadki, kiedy mamy coś do powiedzenia w sprawie własnego życia: gdy płód jest uszkodzony, jeśli ciąża jest wynikiem gwałtu, jeśli zdrowiu kobiety zagraża niebezpieczeństwo. A i tak ci z lekarzy, którzy zawczasu wyczuli panujący nam obecnie trend polityczny, od kilku lat wsadzają pacjentki na miny – odwlekają diagnozy tak, żeby nie dało się dokonać aborcji. Tłumaczą się sumieniem. O jakie sumienie chodzi? Boga, który decyduje o życiu i śmierci? W Polsce Bóg to powiatowy ginekolog.

Co dalej jest w powieści Atwood? Powiem, zanim zabronią nam czytać. Powstaje ruch oporu zwany Mayday. Padają pierwsze ofiary podziemnej działalności. Ginie Glena, odważna Podręczna. Moira, lesbijka odporna na propagandę państwa religijnego, trafia do Czerwonego Centrum dla przyszłych Podręcznych. Ucieka w przebraniu, ale dostaje się w łapy policji zwanej Oczami. Ma wybór – ześlą ją do kolonii, żeby harować niewolniczo wśród odpadów radioaktywnych, albo zostanie prostytutką. To jedyny wybór, jakie daje kobiecie państwo oparte na dyktaturze religijnej.

W Mayday działają Podręczne oraz wyrzutki społeczne, zwane "nie-kobietami", czyli kobiety bezpłodne (w państwie religijnym o bezpłodność oskarża się tylko kobiety, mężczyzna płodny jest z założenia). "Nie-kobiety" to również feministki, lesbijki i zakonnice (warte zadumy) – o ile nie zesłano ich do kolonii. W Mayday walczą też mężczyźni, którzy nie zgadzają się z rządami religijnej dyktatury.

Margaret Atwood to nie autorka romansów, tylko potężna pisarka. Tu zrobiła wyjątek dla happy end-u. Te z nas, które czytały "Opowieść podręcznej", pamiętają końcówkę. Tym, które nie miały okazji, polecam ją, to lektura obowiązkowa na teraz. Co do tych, które wysługują się państwu religijnemu dla własnych korzyści – te zakończenia i tak nie poznają, bo założę się, że nie czytają książek. Nie dowiedzą się, co się dzieje z "siostrami", które robią piekło z życia pozostałym. Dla nich mam swojską metaforę. Oto stoicie na podwyższeniu, otacza was mroczne płótno "Panoramy Racławickiej". Gdzie się nie obejrzycie, tam cierpienie, krzyże, pamięć porażek, choć rzecz jest o zwycięstwie. Nagle słychać "Chrrrt!..." – ktoś przeciął płótno. Przez dziurę do środka wpada smuga światła. Podmuch wiatru szarpie zwietrzałym malowidłem, wciska do środka zapach trawy, szum drzew (z Puszczy Białowieskiej, którą obronili własną piersią obywatele uznani za wariatów). Ktoś woła: "Bocian! Bocian!", bo ma sarkastyczne poczucie humoru i pamięta "Seksmisję" oraz to, co jedne siostry zrobiły innym. Bocian – symbol narodzin. Chcianych narodzin. Nowego, lepszego. Czy też, jak się do niedawna mówiło: "gorszego (sortu)".
Trwa ładowanie komentarzy...