O autorze
Grażyna Plebanek - pisarka, felietonistka, autorka bestsellerowych powieści „Nielegalne związki" (W.A.B. 2010, angielskie wydanie Stork Press 2012 i amerykańskie New Europe Books 2013) i „Dziewczyny z Portofino" (W.A.B. 2005), a także „Pudełko ze szpilkami" (2002, W.A.B. 2006), „Przystupa" (W.A.B. 2007), „Bokserka” (W.A.B. 2014). W 2013 wydała „Córki Rozbójniczki”, tom esejów literackich.

„Nielegalne związki” („Illegal liaisons”) zostały wybrane w Wielkiej Brytanii powieścią roku 2012 przez These Little Words. Powieść dostała znakomitą recenzję w prestiżowym Publishers Weekly.
Ann Morgan wciągnęła „Nielegalne związki” na listę światowych lektur wartych przeczytania jako powieść z Polski.

Plebanek jest laureatką nagrody Złote Sowy za promowanie Polski za granicą. W konkursie dramaturgicznym Strefy Kontaktu zorganizowanym przez Wrocławski Teatr Współczesny za swoją sztukę "Pani Furia" dostała dwie nagrody: specjalną im. Pawła Korczaka oraz Komisji Artystycznej. Jej sztuka będzie wystawiona w sezonie 2017/2018.

Absolwentka polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, pracowała jako dziennikarka dla Agencji Reutera i „Gazety Wyborczej". Felietonistka „Polityki", „Wysokich Obcasów Extra” i magazynu „Trendy”, publikuje też m.in. w „Wysokich Obcasach", „Lampie", „Newsweeku", „Elle", „Pograniczach". W 2015 opublikowała po angielsku opowiadanie w brytyjskim magazynie literackim Litro.

Autorka opowiadań, które ukazały się w antologiach: „Dziewczyńskie bajki na dobranoc", „Nie pytaj o Polskę" (AMEA 2008), „Zaraz wracam" (Centrum Kultury „Zamek", 2008), „Projekt mężczyzna" (wydawnictwo Delikatesy, 2009), „Piątek, 2:45" (Filar, 2010), "Zachcianki" (Świat Książki, 2012).

Warszawianka, na pięć lat przeniosła się do Sztokholmu, od 2005 mieszka w Brukseli. Znalazła się w grupie międzynarodowych artystów, których portrety autorstwa belgijskiego fotografa Stephana Vanfleterena można oglądać na wystawie otwartej w 2009 w Brukseli przez kolejne dziesięć lat.

Muzułmanin z Brukseli

Radość życia, radość czytania. Joie de vivre, joie de li(v)re - Ismaël Saidi "Przygody tutejszego muzułmanina".

Dorastał w swoistej schizofrenii – w domu świętował z rodziną Ramadan, w szkole katolickiej zdawał egzaminy. Pościł, uczył się – ani rodzice, ani szkoła mu nie odpuszczali.

Jego koleżance mówiono w domu, że dobra muzułmanka zakrywa włosy chustą. W szkole chustę kazano jej ściągać. Młodziutka dziewczyna czuła się z gołą głową wyzywająca, wulgarna, było jej wstyd.

Uciekał w muzykę, uwielbiał Goldmana. A potem ktoś mu powiedział, że muzułmanin nie powinien słuchać muzyki Żyda. A on Goldmana uwielbiał, w dodatku zaprzyjaźnił się z Żydówką. Paradoks Brukseli.

Co z niego wyrosło? Został policjantem. Ale to mu nie wystarczyło, dziś Ismaël Saidi jest pisarzem. Jego sztukę „Dżihad” obejrzało prawie 50 tys. widzów.

W sztuce trzech Belgów rozmawia na lotnisku:
„ - Oczywiście, że wyjąłem z torby żyletkę – mówi Reda – Mam ją w kieszeni.
- Co?! Natychmiast ją wyrzuć! – denerwuje się Ismael.
- A czym się będę golił?
- Tam, gdzie jedziemy, nie będziesz musiał się golić, zaufaj mi… - zapewnia go Ben.”

Ci trzej Belgowie są pochodzenia marokańskiego i wyjeżdżają do Syrii, żeby dołączyć do dżihadystów.

Ismaël Saidi zdecydował się na komedię: „Śmiech to jedyna broń, której dżihadyści nie mają. Dysponują ideologią, internetem, są uzbrojeni po zęby, ale brak im kultury i poczucia humoru.”

O sprawcach zamachów terrorystycznych w Paryżu mówi: „To kryminaliści. Staram się zrozumieć postępowanie takich ludzi, bo wolę wiedzieć, co myślą, żeby móc powstrzymać kolejnych. Jeśli nie wyjadą do Syrii, nie wrócą, żeby zabijać”.

Urokliwy esej autobiograficzny Ismaëla Saidi przypomina mi własne doświadczenia - w mojej komunistycznej szkole należało wychwalać Pierwszego Sekretarza, tymczasem w domu nie mówiło się o nim, inaczej, jak... Saidi i ja zostaliśmy pisarzami. Czy schizofrenia polityczna to wylęgarnia twórców? Czy dzisiejsi populiści strzelają sobie w stopę, inspirując przyszłych artystów, którzy nie zostawią na nich suchej nitki?
Ale przede wszystkim chodzi o radość czytania, wymiany myśli i dobrej energii. Joie de vivre - joie de li(v)re! Od czytania jeszcze nikt nie zgłupiał.
Trwa ładowanie komentarzy...